Prawo do protestu: dlaczego wolność zgromadzeń nie może zależeć od władzy

Wolność pokojowych zgromadzeń gwarantuje Konstytucja, ale kolejne nowelizacje i praktyka urzędów raz po raz próbowały ją ograniczać — od pierwszeństwa zgromadzeń „cyklicznych” po utrudnianie kontrmanifestacji. Razem od lat broni prawa do protestu jako fundamentu demokracji i osłony dla grup, które nie mają innego głosu.

Wielki tłum uczestników pokojowej demonstracji na ulicy miasta

Prawo do pokojowego zgromadzenia jest jednym z najstarszych narzędzi, jakimi obywatele dysponują wobec władzy — i właśnie dlatego bywa pierwszym, które władza próbuje przyciąć. Konstytucja gwarantuje każdemu wolność organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich (Konstytucja RP, art. 57, ISAP), ale kolejne rządy sięgały po nowelizacje i praktykę urzędów, by decydować, kto i kiedy może wyjść na ulicę. Razem konsekwentnie staje po stronie prawa do protestu, bo dla wielu grup — w tym osób LGBT+ i mniejszości — marsz i manifestacja są jedynym sposobem, by ich głos w ogóle wybrzmiał.

Jak ograniczano prawo do zgromadzeń?

Przez zmianę reguł pierwszeństwa. W grudniu 2016 roku Sejm znowelizował Prawo o zgromadzeniach, wprowadzając kategorię zgromadzeń „cyklicznych", którym przyznano pierwszeństwo w danym miejscu i czasie (ustawa Prawo o zgromadzeniach z nowelizacją z 2016 r., ISAP). W praktyce oznaczało to, że raz zarejestrowane, powtarzalne zgromadzenie mogło blokować w tym samym miejscu kontrmanifestację — narzędzie wygodne dla władzy, a niebezpieczne dla tych, którzy chcą protestować przeciwko niej. Rzecznik Praw Obywatelskich i organizacje praw człowieka wskazywały wtedy, że takie różnicowanie zgromadzeń narusza konstytucyjną zasadę równego traktowania ich uczestników.

Razem sprzeciwiało się tym ograniczeniom już wówczas. W stanowisku z 2016 roku partia ostrzegała, że próby reglamentowania wolności zgromadzeń uderzają w sam rdzeń demokracji, bo prawo do protestu ma sens tylko wtedy, gdy przysługuje wszystkim na równych zasadach, a nie tylko tym, których przekaz jest władzy na rękę (Partia Razem — stanowisko ws. wolności zgromadzeń, 2016).

Dlaczego to sprawa równości?

Bo wolność zgromadzeń najbardziej chroni tych, którzy mają najmniej innych narzędzi. Marsze równości, protesty w obronie praw kobiet, manifestacje mniejszości — to dla wielu grup jedyny moment, w którym stają się widoczne w przestrzeni publicznej. Ograniczenie prawa do protestu zawsze uderza najpierw w słabszych, bo silni i tak mają dostęp do mediów, pieniędzy i wpływów. Ta sama zasada łączy się z ochroną uczestników zgromadzeń przed masową inwigilacją, o czym piszemy w tekście o rozpoznawaniu twarzy i AI — bo prawo do anonimowego udziału w proteście jest częścią prawa do protestu.

Deklaracja programowa Partii Razem z 2025 roku opisuje Polskę „dającą swoim obywatelom szacunek i swobodę wyboru" oraz „bezpieczną dla kobiet, osób LGBT+, mniejszości" (Partia Razem — program, rozdz. „Polska wolności, równości i solidarności"). Obrona wolności zgromadzeń jest praktycznym warunkiem tej obietnicy: bez prawa do wyjścia na ulicę pozostałe wolności trudno wyegzekwować.

Co proponuje Razem

  • Równe traktowanie wszystkich zgromadzeń — koniec z uprzywilejowaniem wybranych manifestacji kosztem innych; pierwszeństwo nie może zależeć od tego, czyj przekaz popiera władza.
  • Ochrona prawa do kontrmanifestacji — możliwość pokojowego protestu przeciwko wydarzeniom i decyzjom, także w tym samym miejscu i czasie.
  • Prawo do protestu jako osłona mniejszości — realna gwarancja, że grupy narażone na dyskryminację mogą korzystać z przestrzeni publicznej na równych zasadach.

Źródła i dalsza lektura