Żeby zmienić płeć w dokumentach, przez trzydzieści lat trzeba było pozwać własnych rodziców

Uzgodnienie płci w dokumentach to w Polsce jedna z niewielu spraw, której nie da się załatwić w urzędzie — bo nie ma ustawy. Przez trzy dekady jedyną drogą było pozwanie własnych rodziców w procesie cywilnym. Sąd Najwyższy uchylił ten absurd dopiero w 2025 roku, ale procedura wciąż jest sądowa, kosztowna i uznaniowa. Razem chce bezpłatnej, dostępnej procedury administracyjnej.

Flaga transpłciowa — pięć poziomych pasów w kolejności: błękitny, różowy, biały, różowy, błękitny

Uzgodnienie płci w dokumentach to w Polsce jedna z niewielu spraw urzędowych, których nie da się załatwić w urzędzie. Nie ma formularza, nie ma okienka, nie ma ustawy. Osoba transpłciowa, która chce, żeby jej dowód, numer PESEL i akt urodzenia mówiły to, co ona sama wie o sobie od lat, musi iść do sądu. A przez większą część ostatnich trzech dekad musiała w tym sądzie zrobić coś, co brzmi jak pomyłka pisarska: pozwać własnych rodziców.

Sprawa, której nie załatwisz w urzędzie — tylko w sądzie

Polskie prawo do dziś nie zna procedury prawnego uzgodnienia płci. Nie ma przepisu, który by mówił, jak to zrobić, do kogo się zwrócić i na jakich warunkach. Tę lukę wypełniło jeszcze w 1989 roku orzecznictwo Sądu Najwyższego, które kazało traktować sprawę jak zwykły spór cywilny — powództwo o ustalenie z art. 189 Kodeksu postępowania cywilnego. A skoro to spór, ktoś musi być pozwany. Sądy uznały, że po drugiej stronie stają rodzice — bo to na podstawie ich oświadczenia wpisano płeć do aktu urodzenia. Regułę tę Sąd Najwyższy potwierdzał jeszcze w wyroku z 10 stycznia 2019 r. (sygn. II CSK 371/18).

W praktyce wyglądało to tak, że dorosły człowiek musiał wnieść pozew przeciwko matce i ojcu — nierzadko przeciwko rodzicom, którzy go wspierali i którzy występowali w sądzie tylko po to, żeby się z pozwem zgodzić. Gdy rodzice nie żyli albo relacja była zerwana, sąd ustanawiał kuratora, a proces ciągnął się dłużej. Do tego dochodziły rozprawy, opinie biegłych seksuologów i psychiatrów oraz miesiące, częściej lata oczekiwania.

Dane poglądowe (koszty procesu, 2025): na drogę sądową składa się opłata od pozwu, honoraria biegłych sporządzających opinie o tożsamości płciowej oraz zwykle koszt pełnomocnika — łącznie realnie kilka tysięcy złotych. Konkretna kwota zależy od sądu, liczby opinii i tego, czy sprawa jest sporna.

Skutek tej prowizorki widać w europejskich zestawieniach. W rankingu ILGA-Europe Rainbow Map 2025 Polska zdobyła 21% i zajęła 39. miejsce — jedno z najniższych na kontynencie, w dużej mierze właśnie dlatego, że nie ma u nas ustawowej, przewidywalnej procedury uzgodnienia płci, a kilka kategorii praw człowieka Polska ma wciąż wyzerowanych.

Ustawa była o krok, a Sąd Najwyższy załatał tylko jeden absurd

Najbliżej rozwiązania byliśmy w 2015 roku. Sejm uchwalił wtedy ustawę o uzgodnieniu płci, która przenosiła całą sprawę z sali sądowej do prostszej, wnioskowej procedury. Prezydent Andrzej Duda zawetował ją 2 października 2015 r. — było to jego pierwsze weto, a Sejm go nie odrzucił. Ustawa nie weszła w życie i temat na lata zniknął z parlamentu.

Jeden z najbardziej upokarzających elementów tej drogi zniknął dopiero niedawno. Sąd Najwyższy w uchwale całej Izby Cywilnej z 4 marca 2025 r. (sygn. III CZP 6/24) odstąpił od zasady z 1989 roku i orzekł, że nie trzeba już pozywać rodziców: sprawę rozpatruje się teraz w postępowaniu nieprocesowym, w którym uczestniczy sam wnioskodawca i ewentualnie jego małżonek. To realna ulga — ale wciąż tylko łata na braku ustawy. Nadal jest to postępowanie sądowe, nadal wymaga opinii biegłych, nadal kosztuje i nadal zależy od oceny konkretnego składu. Rzecznik Praw Obywatelskich, który od lat monitoruje te sprawy, sam to podkreśla: niezmienny pozostaje postulat ustanowienia odpowiednich regulacji ustawowych. Sąd Najwyższy może poprawić praktykę orzeczniczą, ale nie zastąpi ustawodawcy w napisaniu samej ustawy.

Jak to powinno wyglądać

Uzgodnienie płci nie jest sporem, który ktoś wygrywa, a ktoś przegrywa — jest potwierdzeniem stanu oczywistego dla samej osoby, który państwo ma po prostu odnotować w dokumentach, tak jak odnotowuje zmianę nazwiska czy miejsca zamieszkania. Nie ma powodu, żeby wymagało to procesu, biegłych i kilku tysięcy złotych. W krajach, które mają to poukładane, wystarcza wniosek złożony przed urzędnikiem, rozpatrywany w rozsądnym terminie, bez upokarzającego dowodzenia własnej tożsamości przed sądem. Procedura powinna być tania albo bezpłatna, przewidywalna i dostępna również dla osoby, która nie stać na prawnika.

Co proponuje Razem

Wprowadzimy bezpłatną i dostępną tranzycję prawną i medyczną, uprościmy zasady postępowania administracyjnego tej procedury oraz umożliwimy oznaczenie w dokumentach płci innej niż męska i żeńska.— Deklaracja programowa Partii Razem (2025), rozdz. 10 „Polska wolności, równości i solidarności”, partiarazem.pl

W praktyce oznacza to koniec sądowej prowizorki i kilka konkretnych zmian:

  • Uzgodnienie płci jako sprawa administracyjna, nie sądowa — załatwiana na wniosek, bez pozywania kogokolwiek i bez procesu.
  • Bezpłatnie i dostępnie — bez bariery kosztów biegłych i pełnomocnika, tak żeby o dostępie do własnych dokumentów nie decydowała zasobność portfela.
  • Godna i refundowana procedura także po stronie medycznej — zgodnie z filarem praw człowieka, który mówi o „godnej, przystępnej i refundowanej przez państwo procedurze uzgodnienia płci".
  • Możliwość oznaczenia w dokumentach płci innej niż męska i żeńska — dla osób, które w binarnym podziale się nie mieszczą.
  • Koniec dyskryminacji osób transpłciowych — w dostępie do pracy, usług, edukacji i ochrony zdrowia, a przestępstwa z nienawiści motywowane tożsamością płciową traktowane tak samo poważnie jak inne.

Prawna strona uzgodnienia płci to jedno; druga to medycyna. Tranzycja medyczna powinna być refundowanym świadczeniem dostępnym na równych zasadach, a nie zależeć od zasobności portfela ani od życzliwości kolejnego lekarza. O tym, że o dostępie do leczenia nie może decydować pozycja ani pieniądze, pisze siostrzany serwis: Równi i równiejsi w kolejce do lekarza.

Źródła i dalsza lektura