Bez świeckiego państwa nie ma równości: dlaczego rozdział od kościoła to fundament

Równe prawa zaczynają się tam, gdzie kończy się przywilej jednego wyznania. Razem chce rozdziału państwa od kościoła: likwidacji Funduszu Kościelnego i przywilejów podatkowych, dobrowolnego podatku kościelnego, wycofania religii ze szkół i prawa opartego na Konstytucji, a nie na doktrynie religijnej. Pokazujemy, jak splot ołtarza z urzędem blokuje równość — z liczbami i źródłami.

Uliczna manifestacja w Paryżu w 1904 roku w sprawie rozdziału kościoła od państwa — historyczna fotografia tłumu przed kościołem

Kiedy mówimy o równości — małżeńskiej, wobec urzędu, wobec lekarza — okazuje się, że jej realną granicę wyznacza sposób, w jaki polskie państwo od dekad prowadzi jedno wyznanie za rękę, a nie chłodne nastawienie społeczeństwa. Dopóki prawo czerpie uzasadnienia z doktryny religijnej, a jeden kościół ma budżetowy przelew i miejsce w klasie, dopóty równość zostaje warunkowa: przysługuje tym, których dominujący światopogląd akceptuje. Rozdział państwa od kościoła jest więc warunkiem, na którym opierają się wszystkie sprawy równościowe, a nie osobnym „tematem światopoglądowym" postawionym obok nich.

Przywilej jednego wyznania to nierówność wszystkich

Mechanizm jest prosty i działa na dwa sposoby. Po pierwsze, pieniądz. Fundusz Kościelny powstał w 1950 roku jako rzekoma rekompensata za znacjonalizowane dobra kościelne — z tytułu przejętych nieruchomości, których dawno rozliczyć się nie da. Dziś opłaca głównie składki emerytalne i zdrowotne duchownych. W budżecie na 2025 rok zapisano na niego rekordowe 275,7 mln zł, a projekt budżetu na 2026 rok przewiduje zbliżone 272,6 mln zł — po 257 mln zł w 2024 roku (PAP, projekt budżetu na 2025; Gazeta Prawna, Fundusz Kościelny w budżecie na 2026). Zapowiadana przez rząd likwidacja Funduszu od ponad roku tkwi na etapie prac rządowych. Do tego dochodzą zwolnienia podatkowe i celne, z których korzystają związki wyznaniowe, a których nie ma stowarzyszenie ani fundacja robiąca to samo obok.

Sam Fundusz to wierzchołek. Łączne wydatki i przychody utracone państwa na rzecz kościołów i związków wyznaniowych partia Razem szacowała już wcześniej na rząd kilku miliardów złotych rocznie (składki katechetów, uczelnie wyznaniowe, zwolnienia podatkowe). Dane szacunkowe, poglądowe — rzędy wielkości, nie kwota z ustawy budżetowej.

Po drugie, obecność w instytucjach. Najbardziej widać ją w szkole. Katecheza jednego wyznania stoi w planie lekcji jak przedmiot, a krzyż wisi w sali, w której siedzą też dzieci niewierzące i innych wyznań. Nawet opinia publiczna przestała to firmować: w badaniu CBOS „Religia w szkołach" religię w szkole publicznej popierało 51% badanych, a sprzeciwiało się jej 43% — najniższe poparcie od pierwszego pomiaru w 1991 roku. Gdy pytać dokładniej, przewaga jest miażdżąca: za religią jako przedmiotem nieobowiązkowym opowiada się 72%, za obowiązkowym ledwie 24% (CBOS, „Religia w szkołach", 2024, komunikat K.097/24). Instytucja publiczna, która faworyzuje jedno wyznanie, po prostu wyklucza wszystkich pozostałych — a wykluczenie ze wspólnoty szkolnej bywa dla dziecka pierwszym doświadczeniem tego, że w tym kraju traktuje się je jak kogoś z doskoku, a nie u siebie.

Co konkretnie znaczy rozdział

Na rozdział państwa od kościoła składa się kilka policzalnych zmian prawnych, a nie sam symboliczny gest. Koniec finansowania jednego wyznania na specjalnych zasadach: zamiast Funduszu Kościelnego i przywilejów — dobrowolny podatek kościelny, który wierny sam wskazuje albo nie wskazuje nikogo, tak jak działa to od dawna w Niemczech czy we Włoszech. Wyprowadzenie katechezy z siatki godzin i symboli religijnych z urzędów, szpitali i szkół. I najważniejsze: zasada, że norma prawna nie może być wywodzona z doktryny religijnej. To ostatnie jest zwornikiem, bo właśnie stąd biorą się realne krzywdy — od klauzuli sumienia, którą lekarz zasłania się przed pacjentką, po prawo aborcyjne pisane pod jeden katechizm. Państwo świeckie zostawia wiarę nietkniętą w sferze prywatnej — odbiera jednemu kościołowi tylko to jedno: prawo pisania obowiązujących wszystkich ustaw, także za obywateli, którzy do niego nie należą.

Warto tu odróżnić kolejność. Konkordat, podpisany w 1993 roku i ratyfikowany dopiero w 1998 (Dz.U. 1998 nr 51 poz. 318), do dziś umocowuje uprzywilejowaną pozycję Kościoła katolickiego jako umowa międzynarodowa. Ale gros przywilejów da się ruszyć zwykłą ustawą i decyzją budżetową, bez czekania na renegocjację ze Stolicą Apostolską. Świeckości nie trzeba odkładać do czasu, aż „naród dojrzeje" — jej wprowadzenie jest zadaniem legislacyjnym możliwym do wykonania od zaraz.

Co proponuje Razem

Wprowadzimy rozdział państwa od kościoła: zlikwidujemy Fundusz Kościelny, bonifikaty i inne przywileje kościołów i związków wyznaniowych, w tym te podatkowe. Kościoły i związki wyznaniowe będą finansowane z dobrowolnego podatku kościelnego pobieranego od swoich wiernych. Wycofamy lekcje religii ze szkół oraz symbole religijne z instytucji publicznych.— Deklaracja programowa Partii Razem (2025), rozdz. „Polska wolności, równości i solidarności”, pkt 1, partiarazem.pl

W praktyce oznacza to cztery konkretne kroki:

  • Likwidacja Funduszu Kościelnego oraz przywilejów — bonifikat i zwolnień, także podatkowych, którymi związki wyznaniowe różnią się dziś od zwykłych organizacji pozarządowych.
  • Dobrowolny podatek kościelny — kościoły i związki wyznaniowe finansują się ze składki pobieranej od własnych wiernych, którzy sami decydują, kogo wspierają.
  • Wycofanie lekcji religii ze szkół — katecheza wraca tam, gdzie jest jej miejsce, poza obowiązkową siatkę godzin szkoły publicznej; jak ta zmiana wygląda z perspektywy samej szkoły, rozkłada na czynniki siostrzany serwis o edukacji: Religia poza planem lekcji — szkoła świecka.
  • Usunięcie symboli religijnych z instytucji publicznych — urząd, szpital i szkoła zachowują bezstronność światopoglądową wobec wszystkich, których obsługują.

Te postulaty domykają się z resztą programu równościowego dopiero wtedy, gdy widać ich wspólny mianownik: prawo oparte na Konstytucji, a nie na katechizmie. Najostrzej czuć to przy prawach reprodukcyjnych, gdzie klauzula sumienia i doktrynalny zakaz aborcji odbierają kobietom świadczenia, które formalnie im przysługują — co w sieci rozkładamy na czynniki przy okazji aborcji na żądanie do 12. tygodnia. Równość osób LGBT+, równość kobiet i świeckość państwa są w gruncie rzeczy jedną sprawą, a nie trzema osobnymi hasłami — i dopóki jeden światopogląd dysponuje budżetem oraz ustawodawczym przywilejem, zapisana w Konstytucji równość wobec prawa pozostaje obietnicą, której państwo nie dotrzymuje.

Źródła i dalsza lektura